menu

Treść może zawierać wyimaginowane sceny wulgaryzmów lub wydarzenia od osiemnastego roku życia. Proszone jest także nie powtarzanie błędów postaci w realu. KOLEJNA NOTKA: 4.12.15r

menu

Piszę sama to fanfiction, dlatego zastrzegam sobie wszystkie prawa autorskie. Pamiętajcie o komentowaniu, ponieważ nie piszę tego jedynie dla siebie, ale również i dla Was, dlatego chcę widzieć jakieś znaki od moich czytelników!

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 6

   Ponad 40% nastolatków przed dorośnięciem doświadcza choroby, zwanej inaczej depresją. Czy ją doświadczyłam? Skłamałabym zaprzeczając.Czy dorosłam? Raczej do tego stopnia, by zostać niezależną kobietą.
   Jako czternastoletnie dziecko, zdołałam ponieść na swoich drobnych barkach wszystkie obowiązki, od gotowania po sprzątanie, zakończywszy na znienawidzonych pracach domowych. Nie wspominając oczywiście o nadprogramowych zadaniach, takich jak niańczenie własnego ojca. Wiecie, przychodzi zmęczony z pracy i głodny za cztery osoby, wypadałoby choćby upichcić głupią jajecznicę, aby na zmęczonej twarzy uzyskać cień uśmiechu.
   Każdego dnia, miesiąca, roku, kontynuowałam całą tą monotonię , wykonując te same czynności zastępując jedną z najważniejszych osób każdego dziecka - matki. Otóż to, kobieta która nosiła mnie w brzuchu przez dziewięć miesięcy, a po ukończeniu pięcioletniej matczynej roli, wolała wychodzić gdzieś na całe dnie, niż zostawać z nami i odbębniać to, co do niej należne. Dlatego też złapałam siną i nierozłączną więź z tatą. Może i nie bywał  dwadzieścia-cztery godziny na moją wyłączność, lecz z całych sił robił wszystko by to wynagrodzić. Chodziliśmy na miasto coś zjeść, organizował wyjścia na koncerty zespołów swojego i mojego przekroju, bacznie obserwował książki które czytałam nawet i po dziesięć razy, co oglądam i w co się ubieram, tylko po to, by mnie zrozumieć.
Naprawdę wielki wyczyn.
   Nigdy nie byłam dzieckiem pod kluczem, miałam wyznaczone zasady, a pilnowanie ich było jedną z nich. Oczywiście jak każda nastolatka znajdowałam czas wyłącznie dla siebie.
   Pozbywając się dwóch wątków z życia, mogę śmiało powiedzieć, że wszechświat nie jest wcale tak bardzo zgorzkniały.

*Justin PoV*

   Słysząc głośną melodię z dołu, przekląłem po nosem przejeżdżając dłońmi po twarzy. Wyczołgując z niechęcią sylwetkę spod fałd kołdry, usiadłem na brzegu łóżka rozciągając obolałe mięśnie - wczorajsza wyprawa dała swe znaki. Spoglądając na stojący nieopodal zegar, wierząc mu, ukazywał dziewiątą czterdzieści dwie. Przekręciłem oczyma. Czy ta kobieta nigdy nie śpi?
   Wstając, przeczesałem ręką włosy ciągnąc za ich końce i jednym ruchem zmieniłem spodenki od piżamy na wygodne jasnoszare dresy.
Ignorując pieprzenie się z koszulką, wyszedłem z pokoju wprost na schody, a z nich na sam dół.
   Stąpając bosymi stopami po chłodnej posadzce, wzdłuż kręgosłupa przeszedł przez moje ciało zimny dreszcz, lecz widząc Amandę, szybko o nim zapomniałem.
   Postura dziewczyny tańczyła w rytm muzyki przy blacie kuchennym, rozsypując rozpuszczone o dziwo na wszystkie strony włosy i wymachując drewnianą łyżką na prawo i lewo.
Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak rozkosznie wyglądała w swojej pozornie skromnej bluzce nocnej i białych skarpetkach, które na pewno przybrały szarawy odcień od spodu.
Oblizałem usta, odwracając głowę na moment, by znów ujrzeć dziesięcioletnie dziecko.
Podchodząc bliżej, wyłączyłem dudniący aparat.
- No ej! - Amanda krzyknęła odwracając się na piecie w moją stronę.
Zaśmiałem się widząc jak bardzo jest naburmuszona.
- Uwielbiasz budzić ludzi? - Zapytałem sarkastycznie z nadal promieniującym uśmiechem.
- A żebyś wiedział - Zgarnęła łyżką odrobinę sosu  i chlusnęła nim w prost moje oczy.
Zacisnąłem zęby wycierając się i przyswajając melodyjny śmiech dziewczyny.
Robiąc dokładnie to co ona, przejechałem dłonią po jej nosie i ustach, zostawiając czerwoną smugę.
Podirytowana nabrała pełna garść zaprawy i rozmazała wszystko na moim torsie nie szczędząc żadnego miejsca.
Korzystając, że górowałem nad sylwetką dziewczyny, chwyciłem jej małą posturę w ramiona i przytuliłem z całych sił, odciskając stworzoną z przypraw plamę, gdy ta stawiała opór próbując uciec.
- Widzisz co zrobiłeś? - Wychrypiała ironicznie, stawiając na końcu znak zapytania - Teraz muszę dogotować bolognese - Wydęła usta.
- Albo... można podjeść makaron - Zgarnąłem kilka gotowych klusek i szybko przyłożyłem do ust. Widząc machającą rękę Amandy, doprowadziła do tego, że cześć z nich wylądowała na ziemi.
- Przysięgam, jesteś kompletnym idiotą.

                                                                       *** 
 - Takie śniadanie mogę mieć codziennie - Oświadczyłem, skończywszy swoją porcję i rozłożywszy wygodniej na krześle - Naprawdę. Jesteś wspaniałą kucharką.
Zarumieniona zaczęła energiczniej grzebać w talerzu.
- Nie przyzwyczajaj się tak, jestem tylko twoją współlokatorką, nie kucharką. - Odparła z naciskiem na "tylko".
- Wiesz... Zawsze możemy zatrudnić cię tutaj jako gosposie za rozsądną cenę. - Zasugerowałem poruszając śmiesznie brwiami.
- Nawet za miliony nie skuszę się na tą kuszącą propozycję - Wstała puszczając oczko i odnosząc talerze do zmywarki.
- Mówiłem, za rozsądną cenę. 
Spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym "Głupek" i ruszyła ku schodom.
- Gdzie idziesz? - Zatrzymałem siedemnastolatkę, zanim stanęła na pierwszym stopniu, uprzednio przewracaj krzesło.
- Umyć się? - Wzruszyła ramionami - Chyba mi nie zabronisz?
- Jeszcze tego nie zrobiłaś? - Zdumiałem spoglądając na ubrudzony na piersiach T-shirt.
Pstryknęłam palcami przed moim nosem gdy mój wzrok został zawieszony dłużej niż powinien. Moja wina, że jestem facetem, a ona kobietą o wystarczających dla nas krągłościach?
Zapomniałem o czym był temat.
- Oczy mam wyżej i nie. Ktoś siedział w niej godzinę.
- Och idź już sobie. - Pchnąłem ja delikatnie, wywracając oczyma.

  *Amanda PoV*

   Od wczorajszej wycieczki między mną a Justinem sporo się zmieniło. Jest lepiej... chyba.
Nie ma kłótni od prawie siedemdziesięciu dwóch godzin. Czy będzie już tak zawsze? Zdejmując upaćkaną sosem bluzkę, zaśmiałam się kpiąco pod nosem, kręcąc głową. Na pewno nie. Nie będzie żadnego zawsze,wyznaczonego okresu lub momentu. Obydwoje jesteśmy z dwóch przeróżnych światów z czasem wszystko stanie się toksyczne, ta... relacja nie wróży nic dobrego. Nie mogę być dla niego znajomą, a tym bardziej przyjaciółką.
Zniszczę nas obojga...
  To chore, pomyślałam wchodząc do kabiny prysznicowej i włączając ciśnienie z ciepłą wodą. Wycisnęłam na czerwoną gąbkę pomarańczowy żel do ciała i z dokładnością zaczęłam wmasowywać go w skórę.
Może i jest chore, ale przejrzyj na oczy. Zaczynasz lubić tego chłopaka. Wtrąciła moja podświadomosć.
- Zamknij się - Warknęłam gardłowo, rozprzestrzeniając echo błądzące pod szelestem kropel wody.
Przetarłam dłońmi twarz.
Cholera, ma rację. Powinnam mieć do niego te samo nastawienie co pierwszego dnia tutaj. Nienawidzić ojca za to, że postanowił wywlec mnie z Polski, Justina za to, że zgodził się mnie przyjąć i na samą siebie, że do tego wszystkiego dopuściłam.
   Walnęłam kłykciami o szybę kabiny, powodując, że coś zostało przestawione.
- Dlaczego ten pieprzony... jest taki... - Nie dokończyłam przez nagły natłok myśli.
Nie chcę go lubić, nie chcę go znać, nie chcę z nim mieszkać...
  Dlaczego radość jego życia oddziałuje tak mocno na innych? Zaraźliwy śmiech, walka, błyszczące szczęściem oczy, które straciłam, energię do otaczającego nas świata?
  Dlaczego tak bardzo przypomina mnie samą kiedyś?

*Justin PoV*

   Czułem zmianę, czułem inne nastawienie Amandy, czułem, że inaczej na nią spoglądam. To jak zachowywała się na wczorajszej wyprawie, zmienia wszystko, Była szczera, szczęśliwa, żywa... była sobą. Nieświadomie zdjęła skrywaną przez siebie maskę i pokazała kim tak naprawdę jest. Energiczną dziewczyną, zaradną, odważną i zarazem kurewsko nieśmiałą, potrzebującą miłości - nie rodzicielskiej - i uwagi z chęcią wysłuchania. Potrzebuję wyrwać się z monotonii siedzenia w domu i ciągłych ćwiczeń. Musi zrobić krok do przodu, sama. Postawić się światu i pokazać jak odpowiedzialną i dorosłą stała się kobietą. Co  z tego, że miała jakieś tam przeżycia! Kobiety biorą wszystko zbyt serio, nawet złamanie głupiego paznokcia, ale nie ona...
   Opierając się rękami o blat kuchenny, spojrzałem na osłonecznione okno, widząc chwilę w której bierze mnie za dłoń i mówi, że nie jestem sam, tylko z nią. To coś sprawia ból  w sercu, którego dawno nie czułem, powodując ciężką gule w gardle.
   Odnoszę beznadziejne wrażenie, że to cisza przed kolejną burzą.

 
 Witam serdecznie po miesięcznej przerwie!
Rozdział nie powala i jest to jeden z moich najgorszych,
ale niestety zawsze musi wystąpić minus aby z czasem ukazać plus :)
Kolejny rozdział niebawem, a dla osób poszukujących nowości muzycznych
polecam to -> 1,2
Jak zawsze komentarze są wręcz wskazane :)




4 komentarze

  1. Ty jesteś jakaś dziwna! Przecież ten rozdział jest nieziemski!
    Jedna malutka uwaga"
    Jak przedstawiasz wydarzenia z różnych perspektyw to staraj się nie używać tych samych słów, bo brzmi to dosyć nienaturalnie, mam na myśli to:
    (...)Od wczorajszej wycieczki między mną a Justinem sporo się zmieniło. Jest lepiej... chyba. i ten fragment: (...) Czułem zmianę, czułem inne nastawienie Amandy, czułem, że inaczej na nią spoglądam.
    Ale to na serio malutkie upomnienie, jest świetnie, czekam na nn <3 ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie doceniasz Siebie. Rozdział jest ekstra, a ja z niecierpliwością czekam na następny rozdział, jestem ciekawa co dalej. ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju ja nie rozumiem o co ci chodzi że ten rozdział jest słaby. To nie prawda on jest wręcz świetny a ty masz chyba coś na bani że uważasz że on jest słaby.JEST EKSTRA. Nie mogę się doczekać następnego. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Komentarz wskazany, więc pisany.
    Zgadzam się z dziewczynami z góry, rozdział świetny lecz wszystkie wiemy, ze stać Cię na coś lepszego :)
    W końcu wróciłaś!

    OdpowiedzUsuń