menu

Treść może zawierać wyimaginowane sceny wulgaryzmów lub wydarzenia od osiemnastego roku życia. Proszone jest także nie powtarzanie błędów postaci w realu. KOLEJNA NOTKA: 4.12.15r

menu

Piszę sama to fanfiction, dlatego zastrzegam sobie wszystkie prawa autorskie. Pamiętajcie o komentowaniu, ponieważ nie piszę tego jedynie dla siebie, ale również i dla Was, dlatego chcę widzieć jakieś znaki od moich czytelników!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 5


                         "GPS"


   Znalezienie właściwej drogi w życiu nie jest w stu procentach możliwe. Tak jak z człowiekiem. Nigdy nie znajdziesz idealnej osoby z którą możliwe by było uniknięcie kłótni. Pomimo tego, iż poznasz kogoś z podobnym charakterem, upodobaniem czy zainteresowaniem, nie będziecie tacy sami. Nawet po śmierci. Różnice są nieuniknione.                                                                        
Można to porównać do złączenia dwóch magnesów. Mimo, że kolor i kształt jest identyczny, siła będąca pomiędzy nimi nigdy nie osłabnie i nie ulegnie.
   Dlatego odnoszę czasem wrażenie, że jest tak między mną i Amandą-przeciwieństwo.              
Robimy naprawdę wszytko by zrobić krok do przodu, lecz powstałe pole siłowe, stawia ciężką blokadę, mur, niepozwalający na bliższy kontakt.
   Obietnica którą Amanda złożyła tydzień temu wciąż jest aktualna, mimo zdarzających się cięć, widać jej starania. Sposób w jaki się zmienia... to boli nas obojga, ponieważ Ona robi to dla mnie z przymusu. Czy odpowiadam tym samym? Prawdę mówiąc sam do końca nie wiem...
Zakładanie maski i zmiana w kogoś kim się nie jest, sięgnie wkrótce dna...  
   Widząc jak współlokatorka  chodzi po salonie w tą i spowrotem z grubą książką na głowie, stawiając rozważnie każdy krok, odgoniłem dzikie myśli i uśmiechnąłem szeroko.
- Co ty wyprawiasz? - Zapytałem chowając IPhon'a do tylnej kieszeni dżinsów.
- Ćwiczę równowagę - Odparła przystając i kierując wzrok ku chybotliwemu podręcznikowi.
- Ty równowagę? - Prychnąłem rozbawiony.
- Wzięła zeszyt i cisnęła nim w mój tors.
Trochę zabolało.
- Czy ty sugerujesz, że jestem  niezrównoważoną kobietą? - Przybrała grobowy ton z czego trudno było wywnioskować czy żartuje, czy może znów stanąłem na odcisk.
- Nie - Przełknąłem głośno ślinę. Poczułem się przezroczysty przez przenikliwe spojrzenie Am.
Nieoczkowanie wybuchnęła śmiechem.
- Oj Justin - Westchnęła kładąc dłoń na moim ramieniu po czym kierując na górę.
Powędrowałem wzrokiem za nią, widząc jak codzienny, gładko zaczesany kucyk kołysze się energicznie na prawo i lewo pod wpływem podskoków dziewczyny. Poświęciłem kilkusekundowy obraz na jej chude, zgrabne nogi niestykające się w udach i oczywiście jędrne cztery litery... Taaa...widać, że sport uprawia od małego.
   Przez głowę przeszła mi myśl, dlaczego Amanda nie ma chłopaka? Tak wnioskuję, ponieważ nie widzę jej wiszącej i zdychającej do telefonu. Wracając... Zapewne w szkole miała większe powodzenie niż potrafię to sobie wyobrazić, patrząc z mojej perspektywy oczywiście.
Każdy ma inny gust.
   Może ciężko przyznać, ale...no kurde. Amanda na serio przypadła do mojego gustu, a nawet te jej wrodzone, nieznośne humorki. Lubiłem tak zadbane dziewczyny jak ona, skrywane poczucie humoru i melodyjny śmiech. Zielone oczy, pomimo, iż są zmęczone i pozbawione blasku. Nieduże przywiązanie do mody i brak jakiegokolwiek makijażu, który tak naprawdę nie jest potrzebny - make-up używając niektóre kobiety, tylko po to, by wyglądać pięknie, lecz brunetka na pewno nie należy do takiej ligi.
   Przetarłem dłońmi twarz z zamiarem pozbycia się latających czarnych plamek.

 *Amanda pov* 

   Zablokowawszy nagrzany telefon, jednym zwinnym ruchem zeskoczyłam z łózka i przebiegłam na drugi koniec korytarza, łapiąc framugę drzwi od pokoju Justina, tracąc kontrolę i zatrzymując się nie po myśli. Z utratą równowagi, poślizgnęłam się na pięcie i wylądowałam na plecach z głośnym, charakterystycznym dźwiękiem.
Zaczęłam się śmiać i wić na drewnianej posadzce z własnego kalectwa.
- No, tego to się nie spodziewałem - Parsknął, wyraźnie rozbawiony całą tą sytuacją.
- Ja też - Nie mogłam doprowadzić siebie do stanu spokoju.
- Wstawaj - Wyciągnął pomocną dłoń.  
Spróbowałam wziąć głęboki wdech, czując przechodzący żar.
Uff...jakoś tu gorąco, prawda?
- Nie, dobrze mi tu - Odparłam w końcu zakładając ręce na brzuch oraz podkulając nogi
- Więc... - Kucnął podpierając się i kładąc obok w tej samej pozycji. - Chyba miałaś do mnie sprawę.
Musiałam sobie przypomnieć, o co chodziło.
- Ach, tak! Słuchaj, masz jakieś plany na teraz?
 Ściągnął brwi. 
- No tak, a co?
Wydęłam usta smutniejąc.
- Jakie? - Czemu w ogóle o to zapytałam?
- Za godzinę jadę na siłownię, a co? - Zaakcentował powtórnie "a co".
- Teraz zbytnio nic. Miałam pomysł na wycieczkę, żeby tak wyjść i takie.
Spróbowałam wstać, lecz w tej samej chwili brunet mnie zatrzymał.
- Jeśli chcesz, mogę dziś odpuścić. Pod warunkiem, że dowiem się co masz w planach.
Przekręciłam teatralnie oczami.
- No, pojechać gdzieś na rowerach i zrobić piknik czy coś.
- Nie myślałem, że słowo piknik gości w twoim słowniku.
Dałam mu sójkę w bok.
- Ta twoja wyprawa gdzie ma kierunek?  
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Oblizał usta kiwając głową.
- Raczej.
Wstaliśmy.
- To dowiesz się na miejscu - Nie pozwalając mu dojść do słowa, zniknęłam w ścianach własnego pokoju. 
    
***
    Po założeniu czarnych, elastycznych leginsów, białej, delikatnie prześwitującej koszulce na ramiączka i bordowych Converse zbiegłam schodami na dół wraz z bluzą identyczną do butów, zakładając na plecy swój ukochany plecak, który posiadam od ponad dwóch lat, i przebiegłam przez garaż do czekającego Justina z rowerami na podjeździe.
- Nie wiedziałem, że jeździsz na BMX-e - Zaczął gdy znalazłam się tuż obok.
- Cóż - Cmoknęłam - Nie wiesz wielu rzeczy - Uśmiechnęłam się i dodałam - Umiesz robić warkocz?
Jednak niewiele mężczyzn go potrafi.
- Tak, zrobić?
Kiwając głową odkręciłam się do niego plecami, podnosząc przy tym na chwilę rozpuszczone włosy.
- Uprzedzam, nie jestem mistrzem - Czułam ciarki przechodzące po karku pod wpływem jego dotyku.
- Ważne aby było.
   Droga która miała trwać co najmniej czterdzieści minut, przedłużyła się do ponad godziny, bo dziwnym przypadkiem uświadomiono mi , że nie potrafię obsłużyć GPS tylko bluzgać w jego kierunku nieprzyjemnymi słowami.
Chłodne powietrze spowodowane szybką jazdą, kuło zarazem łaskocząc naszą skórę, a uliczny hałas niszczył bębenki. Jednakże w końcu zajechaliśmy na żwirową drogę i stanęliśmy, niechlujnie zeskakując z rowerów. Wzięłam telefon z koszyczko-pokorwca przyczepionego do ramy kierownicy i prostując obolałe od ciężaru plecy, wyłączyłam aplikację.
- Daj mi go - Zdjął teczkę z moich ramion - Już wcześniej powinienem... Boże, co ty tu wpakowałaś? - Podskoczył układając plecak.
- Przesadzasz. Tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
- Dobra - Klasnął w dłonie rozglądając się i oblizując usta - Gdzie teraz idziemy?
- Przed siebie - Wskazałam wzrokiem gęsto zalesiony las.
- Mamy iść tam? - Zdumiał unosząc brwi ku górze.
- Dokładnie. Za nim jest cel.
- Chyba żartujesz.
- Nie - Uniosłam się na palcach - Po twojej budowie wnioskuję, że jesteś wytrzymały - Śmiało klepnęłam jego pierś i ruszyłam prowadząc u swojego boku rower. 
   Zanim przeszliśmy trzy kilometry, myślałam, że największą marudą na tym świecie jestem ja. Nawet nie wiecie jak się myliłam. Cały honor oddaje współlokatorowi. Praktycznie przez większość czasu towarzyszył nam śmiech i dobry humor do momentu w którym to, moja kochana choroba dała swe znaki. Przez coraz bardziej ciężkie i wilgotne powietrze, coraz trudniej oddychałam i jakikolwiek stawiany krok przynosił trudności.
Podenerwowany Justin przypiął moją sylwetkę do drzewa i nakazał postój, wciskając butelkę wody.  
- Nie masz proszków. - Stwierdził, zasiadając na przeciw.
- Nie - Wmruczałam.
- Co byś beze mnie zrobiła? - Zapytał ironicznie śmiechem.
I tak po tym wszystkim dotarliśmy w milczeniu na wyznaczone miejsce. Z radością i dumą wewnętrzną stanęłam na środku malowniczej pocztówki, oddychając pełną piersią. Zdrowo zielona łąka, leżąca u podnóża małego wodospadu spływającego do jeziora. Formy skalne tworzące półkole zapewniały trochę intymności, abstrakcyjny, kwiecisty dywan odzwierciedlający błękitne niebo z rozmazanymi chmurami... Zakochałam się. 
Niespodziewanie klęknęłam, czując siedzącą gulę w gardle. Kaszel opanował całe moje płuca, niemiłosiernie drapiąc ścianki.
- Dobrze się czujesz? - Położył wewnętrzną część dłoni na moich plecach. 
- Tak - Odchrząknęłam - Muszę przywyknąć do zmiany, obiecuję zaraz przestać.
- Nic nie obiecuj. Jesteś wyczerpana.
Co to miało znaczyć? 

 ***
- Wiesz co mnie Am najbardziej dziwi? - Zapytał gdy tylko uporaliśmy się z całym kocem piknikowym, jedzeniem i innymi pierdołami - To,że mieszkasz tu niecałe dwa tygodnie, ja ponad rok i nigdy nie słyszałem o tym miejscu.
- Wiesz... - Cmoknęłam - jest coś takiego jak google map - Mówiąc to, przejechałam dłonią przed jego twarzą.
Zaczął się śmiać.
- Skąd ci się wzięło Am? - Wypaliłam bezmyślnie po chwili.
Sięgnęłam po jedne z przygotowanych marchewek i spojrzałam wprost małą fabrykę czekolady.
- Żeby nie mówić cały czas Amanda - Oparł się na łokciu.
- Aż tak brzydkie imię?
- Nie! - Prawie krzyknął - Ale ciągłe powtarzanie tego samego jest nudne. Ciesz się, że wybrałem to, a nie shawty. - Pokazał rząd śnieżnobiałych zębów.
- Oj nawet nie wiesz jak - Skończyłam warzywo i zdjęłam bluzę. Wzrok chłopaka od razu powędrował ku biustowi.
Brawo, pomyślałam. Założyłaś miętowy stanik do białej podkoszulki.
- Nie lubisz swojego imienia?
- Nie no lubię...
- Tylko, że? - Wtrącił.
- Jako dziewczyna z angielskimi korzeniami miałam nadzieję, że dostanę zagraniczne.
- Na przykład? - Teraz to on zdjął górną cześć garderoby.
Sięgnęłam po jabłko i zaczęłam nim obracać między palcami.
- Nastya, oznacza odrodzenie.
- Odrodzenie? Dlaczego akurat te?
Machnęłam ręką.
- Długa historia.
Rozłożył szeroko ramię.
- Mamy czas.
- Nie chce o tym mówić - Przyjęłam bardziej grobowy ton niż chciałam.
Zastała długa cisza w której słychać tylko było śpiew ptaków i szum spadającej wody, ssoczysty zapach dojrzewających pąków i miękką trawę pod rozłożonym kocem.
- Hmmmm...Justin.... Mogę cię o coś spytać? Ale błagam nie krzycz czy coś - Wlepiłam wzrok w czerwoną narzutę.
- Postaram się. - Wyczułam coś w rodzaju desperacji.
- Gdzie są twoi rodzice? To znaczy wiem, że masz osiemnaście lat i w ogóle...
Wziął głęboki wdech i nieśmiało chwycił mnie za dłoń, po czym zaczął bawić się palcami.
Zdziwiona tym czułym i jednocześnie niespodziewanym gestem, powstrzymałam się w ostatniej chwili przed odruchem cofnięcia.
- Jestem sierotą. - Odparł tempo wpatrując się w coś za mną.
- Przepraszam, ja nie wiedzia...
- A niby skąd miałaś wiedzieć? Poza tym nie powinnaś przepraszać, tylko oni.
- Jak to? - Nie wiem po co zapytałam, tak naprawdę nie chce znać odpowiedzi.
- Proste. Byli pijakami, uchlali się na śmierc.
Przesunęłam głowę w lewo, aby na mnie spojrzał,
- Tęsknisz za nimi?
- Zależy.
- A reszta rodziny?
- Wolałem zamieszkać sam. Odciąć się o wszystkich i ukryć.
- Jednak mamy coś wspólnego - Szepnęłam.  
- Co?
Dałam mu pstryczka w nos.
- Nic. Mówi się slucham.
Zachichotał, przybierając miękkość którą to tak lubiłam.
- Ale masz Scootera...
- Taaa. Traktuje go trochę jak ojca - Wtrącił.
- Nauczyłeś się przerywać! Daj skończyć! - Krzyknęłam.
Znów się roześmiał.
Odchrząknęłam teatralnie.
- Ja mówiłam, masz Scootera... - złączyłam nasze dłonie w koszyczek, ściskając delikatniej mocniej niż powinnam - i mnie.
____________________________________________________________
Witam was ponownie po długiej przerwie i z nudnym rozdziałem... Taaaa. 
Nie bd za bardzo coś tam i te, ale rozdział został dodany po tych chyba 2 miesiącach ponieważ musiałam zr przerwę - korekta rozdziałów wcale nie jest przyjemna i do tego przepisywanie.. Postanowiłam też odświeżyć bloga, więc jak się podoba się nowy szablon(cały czas js w remoncie)? Zakładki zostaną odnowione i niebawem pojawi się przerobiony zwiastun.
Wiem, że tylko 4 osoby komentują mojego bloga, więc jestem ciekawa czy nadal są i chcą czytać moje wypociny :/
Przyczyną opuszczenia bloggera jest też powód dla którego chce z nim skończyć.
Do następnej notki, którą to postaram się dać jak najszybciej -.-
PS Wielki ukłon w stronę Lidki która pomogła mi w tym cholernie pięknym szablonem i z kodami :)

11 komentarzy

  1. Ja ci już mówiłam, że niczego masz nie kończyć, bo jesteś za je bis ta! Rozdział też jest super i nie wiem co ci się w nim nie podoba bo mi podoba się wszystko. Ja wiedziałam, że oni się w sobie zakochają, no wiedziałam! Ale to super ^^
    Ja ci z tym szablonem aż tak bardzo to nie pomogłam, żeby mnie wyróżniać xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Swoją drogą trzeba być mną, żeby zamiast kliknąć w komentarze nacisnąć edycje posta xD Brawo ja! Przynajmniej w miarę szybko się zorientowałam xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, zaglądaj na pocztę xD

    Pozdrawiam,
    Devon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo w sumie tu wszystko jest tak jak nie powinno być xD

      Usuń
  4. "i mnie" To takie słodkie z jej strony. Ciekawe jak on ta to zareaguje. Nom ta przerwa była dość długa, ale jak widać przydała ci się. Ten rozdział bije na głowę poprzednie. Jest jak dotąd najlepszy. Twój styl pisania się poprawił i mam nadzieję, że utrzymasz taką formę Brawo! Oby tak dalej. Wygląd bloga mnie zszokował. Wygląda wspaniale! | Prosiłaś mnie na fb, żebym skomentowała, więc proszę :) | Pozdrawiam i życzę dużo weny xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest mega, z każdym dniem idzie Ci coraz lepiej, rozdział świetny i oby tak dalej. Czekam na next ;* ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Boze to jest boskie!!!!!!!!!!! ❤💙💚💛💜💓💕💖💗💟

    OdpowiedzUsuń
  7. ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  8. ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  9. Odnoszę całkiem dziwne wrażenie, że to nie jest jeszcze koniec ich kłótni.
    Nie mniejsza czekam na next

    OdpowiedzUsuń