menu

Treść może zawierać wyimaginowane sceny wulgaryzmów lub wydarzenia od osiemnastego roku życia. Proszone jest także nie powtarzanie błędów postaci w realu. KOLEJNA NOTKA: 4.12.15r

menu

Piszę sama to fanfiction, dlatego zastrzegam sobie wszystkie prawa autorskie. Pamiętajcie o komentowaniu, ponieważ nie piszę tego jedynie dla siebie, ale również i dla Was, dlatego chcę widzieć jakieś znaki od moich czytelników!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 3

                                      "Dobry Aktor"


   Justin skręcił ostro kierownicą, wymijając w ostatniej sekundzie rozpędzoną, kilkutonową ciężarówkę. Widząc jak traci kontrolę nad kółkiem, odruchowo złapałam przyczepioną do dachu szarą rączkę i kurczowo zacisnęłam na niej palce, wraz z powiekami. Czułam jak każdy mięsień napina się gorzej niż struna na gitarze, a brzuch wykręca kozła. Słyszałam pisk niekontrolowanych opon, ślizgających się na mokrej nawierzchni, trzask czegoś, co brzmiało jak łamanie silnika pod maską i przekleństwa wypowiadane twardo przez kierowcę. Wstrzymałam oddech, gdy ciało zamieniono na materiał lalki obijany na wszelkie strony, a gałęzie rysowały po karoserii, niczym pędzle po płótnie. Świst przebitej opony kuł bębenki uszne, a dłonie moje i Justina zostały przez chwile splecione.
To wszystko trwało niespełna minutę, nim samochód wjechał w pień drzewa, skutkując zderzenie mojej głowy z będącym naprzeciw  schowkiem.
   Przyłożyłam palce do pulsującej lewej skroni. Czując na poduszkach ciepłą maź, pachnącą solą i rdzą, pisnęłam zszokowana, wyczołgując z maszyny sylwetk w tempie natychmiastowym, lądując dupą w błocie, podczas zimnego deszczu. Spojrzałam na Jussa przez otwarte drzwi, które te zostawiłam. Spojrzenia nasze skrzyżowały się, chwile przed tym jak poduszka powietrzna wystrzeliła mu prosto w twarz.
Auć.
Oboje się skrzywiliśmy. On z siły wyrzutu materiału ja z rozciętego miejsca.
- Pokaż się - Powiedział gdy staliśmy już na nogach, robiąc krok na przód.
- Łapy precz! - Odskoczyłam - Nadal jestem na ciebie wkurwiona!
Mruknął coś niezrozumiałego i odkręcił plecami, zakładając dłonie za kark oraz wzdychając na widok stanu pojazdu. 
- Co teraz zrobimy? - Zapytałam po długiej ciszy, szczękając zębami z zimna.
Otuliłam rękoma nagi brzuch.
- Najrozsądniej byłoby wracać do domu - Odparł łapiąc opuszkami palców za nos i spuszczając twarz w dół.
- A co z autem?
- Zajmę się nim jutro. Teraz musi tu pozostać - Skierował się do bagażnika.
- Co ty robisz? -Ruszyłam za nim, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
Otworzył kopułę z zgrzytem i wyciągnął z niej apteczkę pierwszej pomocy.
Wszystko jasne, pomyślałam przekręcając oczyma od razu tego żałując.
Justin widząc jak nie daje rady wejść na małe wzniesienie oblepione błotem, pomógł mi z bez emocjonalnym wyrazem twarzy. Wyciągając gazę i wodę utlenioną, przemył, wcale nie delikatnie naruszone miejsce, po czym zrobiłam to samo, hamując się przed uderzeniem idealnej buźki.
   Będąc już na głównej drodze, panowała błogosławiona cisza w której jedynymi odgłosami były przejeżdżające co jakiś czas komunikacje transportu, a no i oczywiście moje głośne szczękanie zębami. Jednym ruchem rozpuściłam włosy i pozwoliłam im swobodnie opaść na ramiona, by te przynajmniej trochę je zakryły.
Widząc jak osiemnastolatek ściąga bluzę, zareagowałam od razu.
- Nie potrzebuje jej - Skłamałam, blokując ruch.
- Ty może nie, natomiast twoje ciało tak.
Mimo dalszych zaprzeczeń, nałożył materiał na plecy.
Ciepły i intensywnie pachnący, wywołał nieokreśloną falę ciarek. Nie panując nad własnymi ruchami, zapięłam górną część garderoby na ostatni ząbek suwaka i wsadziłam ręce do wielkich kieszeń.
Widząc jak chłopak się cieszy, sprostowałam.
- Nie myśl sobie, założyłam ją tylko po to, abyś mókł.

~*~
   Po ponad trzydziestominutowej wędrówce, byliśmy w ciepłym, jednocześnie znienawidzonym  domu. Przegapiwszy moment, jako druga weszłam do łazienki na górze i wskoczyłam pod prysznic. Oblewałam ciało gorącą wodą, jednocześnie zdrapując cały brud z podrażnionej skóry, chropowatą gąbką.
- Pomyśleć, że to dopiero drugi dzień tutaj - Westchnęłam sama do siebie.
Po skończeniu, standardowo wskoczyłam w swoją nocną koszulkę, niewidoczne spod niego spodenki i białe, krótkie skarpetki. Włosy związałam w nielubianego koka, umywszy po tym zęby. Spojrzałam to na leżącą nieopodal kosmetyczkę, swoje odbicie w lustrze i znów na kuferek. Wyciągnęłam z niego czarny eyeliner, przekręciłam go kilka razy w palcach i narysowałam na zewnętrznej części nadgarstka mały, ozdobny krzyż, przypominając, dlaczego przestałam używać kosmetyków. Powód był prosty - ciągłe płacze, spowodowane przez zdarzenie, które wyniszczyło mnie fizycznie jak i psychicznie. Nadal bawiąc się kredką, znów wróciłam wzrokiem na swój obraz, krzywiąc od razu na widok poczerwieniałej skazy i widocznych, sińców pod oczami.
 Podobno ludzie, którzy je mają, są zmęczeni życiem - w moim przypadku to szczera prawda.
   Noszone ciuch wsadziłam do kosza na brudy, ołówek odłożyłam na miejsce i zbiegłam na dół. Będąc w kuchni, dosadziłam się do lodówki i opróżniłam połowę jej zawartości.
Byłam w chuj głodna.
- Zostaw coś dla mnie - Poprosił w lepszym nastroju Jus.
Skąd u niego ten zawsze dobry humor?, pomyślałam rzucają przez ramię zielone jabłko.
- Zawsze coś, niż nic - Usiadł na kanapie włączając telewizor.
Przeszła mi przez głowę myśl, by poprosić bruneta o zamknięcie buźki na dzisiejszy dzień i nic nie wspomnienie tacie.
- Spokojnie, Przemek o niczym się nie dowie.
Zmarszczyłam brwi. Ty mi w myślach czytasz?
- Skąd wiedziałeś?
- Czuć twoją frustrację.
Usiadłam na kanapie obok niego, podciągając kolana pod brodę.
- Dlaczego? Przecież wiesz, że po takim czymś miałabym niezłą jazdę.
- Wiem, ale jestem dobrym człowiekiem i nie domagam się częstej zemsty.
Częstej?
- Też jestem dobrym człowiekiem - Posmutniałam - Tylko, że...
- Nerwowym? - Wtrącił zgadując.
- Hmmm...nie. Innym, ujmując - Zaczęłam pstrykać paznokciami.
- Jak to innym? - Zdumiał.
Tata nic ci nie mówił?
- Poczekaj, Przemek mówił coś o mojej przeszłości?
- Nic konkretnego. Wspominał tylko jak ciężko miałaś w życiu.
- I to wszystko?
- Tak, a co? - Wyłączył obraz i skupił się całkowicie na mojej osobie.
Pod śladem powracających wspomnień było ciężej rozmawiać niż sądziłam, tym bardziej, gdy próbowałam zahamować napływające łzy.
- Nic - Spojrzałam na elektroniczny zegarek ukazujący drugą w nocy - Mmmm... Dobranoc - Wstałam, lecz Jus złapał mój łokieć w ostatniej chwili.
Drgnęłam.
- Powiesz co się stało na biegach?
- Nie - Odparłam szybko, wybiegając z pomieszczenia z świeżymi łzami na polikach.
_________________________________________________________________
No to mamy 3 rozdział... taki do dupy i krotki? Dziwne z mojej strony, ale no cóż, kiedyś trzeba taki napisać :)
4 rozdział będzie także przewidywalnie krótki i prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu...
No to co? Komentarz i next!
Dziękuje tym co czytają! 
Rozdział nie został sprawdzony :(

4 komentarze

  1. wow! ale się porobiło... dobrze że nic im nie jest :) Hmn czekam na ten mment kiedy pomiędzy nimi zacznie coś iskrzyć. Pozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Do dupy? Jest super. Czekam na next ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyno! Zahamuj troszeczkę, nie chodzi o fabułę, tylko o błędy, znalazłam ich sporo w tym rozdziale. Nie ortograficzne ale gramatyczne. Składnia zdań, ucięte wyrazy itp. Np.:
    - Zawsze [lepsze] coś, niż nic
    Niby taki drobny błąd, a ja się sensu doszukiwałam xD Ale ogólnie rozdział zajebisty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby są błędy ale sama akcja zajebista! Robi się coraz ciekawiej :)
    Next!

    OdpowiedzUsuń